Powinnismy tam zostac noc lub dwie, ale moglismy sobie pozwolic jedynie na dzienny wypad do pieknego Taxco. Miasto polozone jest na wzgorzu. Wsrod mrowia bialych domkow z czerwonymi dachami ciagna sie bardzo waskie i strome uliczki. Sa tak strome, ze ciezko sie podchodzi i uwazalismy, by przypadkiem nie zejsc za nisko, by potem nie podchodzic za duzo. Uliczki sa tak waskie, ze nie zmieszcza sie 2 samochody. (A jezdza tu jedynie biale volkswageny garbusy). Ba! trzeba bylo uwazac by jeden samochod nas nie potracil. Po prostu sie zagubilismy w labiryncie tych uliczek. Wypilismy swiezutkie soki owocowe u starszych panow. Pycha!
Taxco to mekka wyrobow ze srebra. Paru hiszpanskich kolonizatorow dorobilo sie tu fortuny na srebrze.
Dzis ostatni dzien w Meksyku. Ogladamy samo miasto Meksyk. Bylismy w palacu prezydenckim. Ale tak jak kazde duze miasto ma duzo ruchu ulicznego, duze sklepy, itd. Nie specjalnie lubie duze miasta, ale to bylo w miare znosne.
A po co byl nam ten Meksyk? Dla niewtajemniczonych bylo nasze podziekowanie dla rodzicow chrzestnych za przyjazd na chrzciny naszego Wiktorka.
No to do nastepnej wyprawy - Krzysiek
Przeczytałem cały blog! Super! Będę tutaj zaglądał. Zdjęcia ciekawe - gratuluję.
Posted by: Staszek | 04 November 2008 at 02:56 PM
Witaj Joasiu! Jestem stala czytelniczka Twoich przygod. Teraz dawno Ciebie tutaj nie bylo. Wiem, ze moze czas dzielisz pomiedzy dzieckiem, praca albo kolejna wyprawa. Napisz co porabiasz. Wszak to juz Nowy 2009 Rok! Pozdrawiam Ciebie i Twoja rodzine noworocznie!
Posted by: Julia | 03 January 2009 at 05:25 PM