Czekam juz z utesknieniem az wyjedziemy do miasta polozonego troche wyzej, gdzie bedzie zimniej. Praktycznie codziennie mamy to co w domu przez tych pare najgorszych dni w roku. Nie jest tak tragicznie jak w Jemenie (nie, nie.. nie moze byc jeszcze gorzej niz w Jemenie! - J.), ale troche daje popalic. Robimy sobie sjesty w ciagu dnia. Meksyk jest prosty. Polaczenia autobusowe super, ale dosc drogie. Np. za przejazd do nastepnego miejsca (5 godzin jazdy) zaplacilem po 24 dolary. Razy trzy i setki dolarow znikaja bardzo szybko. Hotele sa w miare niedrogie. Placimy po 30-35 za noc. To sa te budget, ale sa wyjatkowo dobre. Bez klimy. Jedzenie jemy w lokalnych knajpach. Za lepsze zarcie placimy 25-30 dolarow za trzy osoby. Za troche gorsze 15-20 na trojke.
Merida wogole nas nie zachwycila. Mielismy byc 2 dni, ale po paru godzinach wiedzielismy, ze wyjezdzamy jutro. Plac w centrum miasta jest piekny. Katedra w typowym hiszpanskim stylu. Wszedzie palmy, lawki, pieknie odrestaurowane kamienice. Ale wystarczy sie ruszyc na bok i zaczyna sie pustka. Opustoszale i wyblakle ulice. Co nas najbardziej przygielo to halas. Nigdy nie ustajacy halas. Przez caly dzien i noc. Samochody za samochodami. Rafal kupil sombrero, ale zaraz przyuwazyl go Meksykanim i poinstruowal, ze takie sombrero przyjezdzaja do Meksyku na statku z Chin. Poszlismy sobie kupic hamaki z ktorych Merida slynie. Przechodzilismy przez podejrzane ulice, gdzie na chodnikach wystawaly panie pracujace. Hamaki sa a my z Meridy wyjechalismy na drugi dzien. Pojechalismy do Campeche. Piekne miasto z niesamowita czescia historyczna. Niedawno zostalo wpisane na liste Unesco i wszystko jest pieknie odrestaurowane. Kiedys Campeche bylo glownym portem w tej czesci Meksyku i bylo czesto grabione przez okolicznych piratow. Ataki byly tak czeste, ze w koncu cale miasto otoczono murem obronnym. Czesc murow i cytadel sie zachowala. Sa tez armaty uzywane do odpierania atakow. Ale najprzyjemniejsza jest cala siec waskich uliczek wzdluz ktorych ciagna sie niskie domki pomalowane w pastelowe kolory. Campeche lezy nad morzem, gdzie kilometrami ciagnie sie deptak. Wieczorem sadziadaja tak parki, rodziny, grupki kolesiow, itd. Meksykanie umieja spedzac czas. W ciagu dnia jest goraco. Robimy sobie sjesty, ale niewiele to pomaga, bo wszyscy czuja jak leje sie pot. Wieczorem obowiazkowy prysznic ochladzajacy, ale po praru minutach goraco przenika cialo z powrotem. Zegnamy sie z Campeche i ruszamy do klejnych ruin Majow - Palenque. Nie zalapalismy sie na autobus dzienny i bedziemy jechac w nocy.
K.