Rano wskoczylismy do autobusiku i pojechalismy do wioski San Juan Chamula. Na srodku stoi piekny kosciol. Gdy wchodzimy slyszymy ostrzezenia, ze nie wolno robic zdjec. Wnetrze nas zaskakuje. Zadnej lawki. Na podlodze jakies igliwie. I tysiace, tysiace swiec. Wokol scian wizerunki znanych nam swietych, ale przychodzacy tu ludzie modla sie na swoj sposob. Wczoraj odwiedzilismy muzeum tradycyjnej medycyny Majow i dzis wiele rzeczy zobaczylismy na wlasne oczy. W zaleznosci od choroby, zmartwienia czy prosby przynosi sie do kosciola inny zestaw swiec. Moze to byc do 30-40 swiec. Jak choroba dotyczy duszy to przynosi sie tez kure. Kura jest poswiecona przez skrecenie karku. Ludzie klecza i modla sie we wlasnym jezyku na podlodze wokol tego igliwia. Mszy w naszym znaczeniu nie ma.
Jutro jedziemy do innej wioski i wieczorem opuszczamy gory Chiapas i jedziemy do stolicy kulturalnej Meksyku - Oaxaca.
K.
Comments