Przejazd z Palenque do San Cristobal de Las Casas obfitowal w zakrety. Musielismy pokonac ponad 1500 metrow wysokosci. Autobus jechal dosc szybko i przechylalismy sie przy kazdym zakrecie. Przewodnik pisze, ze sporadycznie zdazaly sie tu napady na autobusy. Ponoc ciagle jest tu aktywna rebelia Zapatystow.
San Cristobal to zupelnie inny swiat. Polozone jest w dolinie otoczonej gorami czesto pochowanymi w chmurach. Po paru minutach od wyjscia z autobusu juz padalo. Uliczki jak zwykle jednokierunkowe i waskie. Nie mozna tu wogole budowac budynkow o nowoczesnej architekturze. Centrum miasta to klasyka. Glowny plac z katedra. Ponoc miasto jest otoczone slumsami w ktorych mieszkaja indianie wypedzeni z wlasnej ziemi. Mozna ich zauwazyc jak przemierzaja centrum, czesto na boso, sprzedajac kolorowe szaliki, wisiorki, itd. Odwiedzilismy muzeum tradycyjnej medycyny majow. Dosc pouczajace z malym ogrodem gdzie rosna uzywane rosliny. San Cristobal rozni sie jeszcze jedna rzecza od wszystkich innych miasteczek. Jest mnostwo straganow z rambutanami!!!
Jutro pojedziemy do pobliskiej wioski, gdzie mieszkaja indianie. Ponoc bardzo stronia od aparatow fotograficznych.
K.
Comments