Mielismy zaczynac w Ndjamenie w Czadzie, ale odstraszyla nas cena. Droga wiza, dosc drogi bilet lotniczy i w dodatku niepewnosc czy rebelianci ponownie nie zaatakuja. Za duzo na to by spedzic 1 dzien w Czadzie.
Polecielismy wiec do Yaounde. Male przygody zaczely sie juz na lotnisku. Samolot sie duzo spoznil i bylo juz ciemno. Dlugo czekalismy az wyjada bagaze i zostalismy jako jedyni biali na lotnisku. Przy wymianie pieniedzy mielismy sporo swiadkow, ktorzy bacznie obserwowali gdzie chowamy kase. Jechac z tymi samymi kolesiami ich samochodem do miasta nie za bardzo nam sie podobalo. Splawienie ich tez nie przyszlo latwo. Po wyjsciu z terminala okazalo sie, ze nie ma ani jednej legalnej taksowki. Nic wokol. Zlitowala sie nad nami jakas kobieta i zadzwonila po takse. Po godzinie czekania przyjechal jakis koleszka naszych niaganiaczy i z obstawa 3 kolesiow wszyscy zapakowalismy sie do malej Toyoty. Obylo sie bez wiekszych incydentow, poza tym, ze taksiarz chcial za kurs na lotnisko i z powrotem. Po malej klotni udalo nam sie obnizyc cene.
Yaounde bylo do zniesienia. Ogolnie nie lubie duzych miast, a Afrykanskie duze metropolie raczej nie maja charakteru. Poszlismy kupic bilety na pociag do polnocnego Kamerunu - do N'Gaoundere. Chcelismy kuszetki, ale zalapalismy sie jedynie na 1-sza klase. Jazda minela dosc szybko, ale ogolnie pociag wlekl sie niesamowicie. Zatrzymal sie chyba na 10 czy 12 stacjach, gdzie odchodzil handelek a dla mnie byla to okazja do zdjec. Milo rozgardziaszu panuje tu porzadek, ktorego nalezy sie dopatrzyc. W pociagu kupilismy bilety na autobus na polnoc do Maroua.
Po przyjezdzie pociagu do N'Gaoundere nastepuje wielkie zamieszanie. Setki ludzi, tysiace walizek, workow, tobolkow wypelza z pociagu. Zaczalem robic troche zdjec, ale zaraz znalazl sie ktos, komu sie to nie podobalo. Udalem, ze zepsul mi sie aparat i poszedlem. Autobusem do Maroua jechalismy 8 godzin. Jest troche posterunkow wojskowych na drodze, ale papiery mamy w porzadku wiec nikt sie nie czepia. Droga przebiega przez dosc fajne rejony. Duzo jest tradycyjnych chatek ze strzecha ze slomy. Nie jest tak piaskowo jak w Nigrze, ale ciagle jest to Sahel.
Do Maroua przyjechalismy dokladnie po 24-ch godzinach od wyjazdu z Yaounde. Bylismy troche zmeczeni bo to te 24 godziny i 6 godzin przesuniecia czasu. Atmosfery nie polepszyl fakt, ze nagle pojawili sie naganiacze, ktorzy dostali cynk, ze jedziemy do Maroua juz od kogos w N'Gaoundere. Probowalismy ich splawic, ale ciezko. Wogole nie widzimy zadnych bialych wokol, wiec chyba zarobek slaby i trzeba walczyc wyjatkowo agresywnie. Po godzinie mielismy 4 gosci licytujacych sie za ile i gdzie moga nas zawiesc. Powiedzielismy, ze przemyslimy i damy im znac jutro. Nie chcac nikogo obrazac postanowlismy, ze z kazdzym pojedziemy w 1-no miejsce. Rano byla znowu licytacja i przyznam sie troche mialem juz dosc i sie wkurzylem i byl koniec negocjacji. Z nikim nigdzie nie jedziemy! Po skromnym sniadanku poszlimy pochodzic po Maroua. Pierwsza byla wizyta w farbiarni skor. Jest tam caly proces od garbowania swiezych skor do ich farbowania i zmiekczania. Fajnie to przebiega. Na koniec chief byl zaszczycony nasza wizyta i chetnie pozowal do zdjec. Maroua podoba mi sie. Czuc klimat miasteczka Sahelu. Wszedzie pyl i kurz. Teraz jest zreszta pora Harmatanu. Wszedzie biegaja kury i psy. Taksowek nie ma, ale wsiada sie we 3-ch na jeden motocykl i za pare groszy jest sie tam, gdzie chce. Ogromnie podobaja mi sie tutejsze kobiety. Po pierwsze wyprostowana sylwetka. Po drugie kolorowe ubranie. No i brzydkie tez nie sa. Ogolnie widze, ze ludzie sa przyjazni. Po chwili gadki prawie kazdy pozwala sobie zrobic zdjecia. Chlopaki z naprawy motocykli 'Garage de Barack Obama' byli wrecz zachwyceni!
Jutro jedziemy do Rhumsiki i tam chcemy sie poszwedac po gorach z jakies 4-5 dni. Dalsza relacja po powrocie.
Krzysiek
Super stronka
Posted by: Max | 22 January 2009 at 02:59 AM
Witaj Asiu,
strasznie się ciesze, że wreszcie się na Twoim (Waszym) blogu ruszyło :-) Zastanawiam się, czy moze dasz radę zamieścić jakiś wpis dotyczący Waszego pobytu w Wenezeli, bo zdjęcia są fajne, ale trochę to malo... ;-)
Pozdrawiam
Posted by: agula | 25 January 2009 at 01:34 PM