W zasadzie myslalem, ze juz nic nie bede mial do dodania, ale Kamerun trzymal na koniec troche niespodzianek. Douala to nieciekawe miasto. Gdyby nie fakt, ze stad odlatujemy, to pobyt tutaj bylby strata czasu. W dzien odlotu szukam internetu, by dac znac kiedy przylatujemy. Ale to niedziela. Wszystko pozamykane, ulice zupelnie wyludnione. Kiedy ide ulica, podlatuja co chwile jakies menty i mowia wprost - "Koles, potrzebuje kasy. Daj kase". Wyszedlem moze na 10 minut, a takich kolesiow mialem chyba z 7-miu. Rezygnuje z poszukiwania internetu.
Jedziemy na targ kupic pare pamiatek. Lapiemy pierwsza lepsza takse. Taksiarz przedtawia sie jako Valentine. Wczoraj byly walentynki, wiec wszystko pasuje. Koles usmiechniety wiezie nas na targ. Po wyjsciu z taksy zostajemy doslownie obskoczeni sprzedawcami. Kazdy ciagnie w swoja strone. Uwazam jedynie na kieszenie. Krecimy sie po stoiskach ze 2 godziny. Chlopcy maja dosc ciekawe rzeczy. Wracamy do hotelu, by sie ostatecznie spakowac i posiedziec przy piwku 33 Export. O 6-tej czas jechac na lotnisko. Wychodzimy z hotelu a tu siedzi w taksie nasz koles Valentine. "Hej, chlopaki dzis wiozlem Was rano, pamietacie". Siedzi z nim w samochodzie jakas dziewucha. Oboje za pijani. Chyba rano zarobil na nas troche kasy i potem tankowali. Wsiadamy i jedziemy na lotnisko. Dziewucha zasypia. Ja mam oczy skupione tylko w jednym punkcie - na oczach Valentine, ktore widze lusterku. Nic mnie nie obchodzi co sie dzieje wokol. Widze tylko jego oczy. Nie moga sie zamknac, bo bedzie zle. Dojezdzamy do zjazdu na lotnisko. Oczy Valentiene sa ciagle otwarte, ale samochod zjezdza na bok, na wysoki kraweznik. Najpierw podskakuje przednie kolo, potem tylnie. Martwimy sie by nie uderzyc w betonowy plot, ale jakos samochod udaje sie zatrzymac. Wyskakujemy i patrzymy co sie stalo. Oba kola po prawej stronie nie wytrzymaly uderzenie. Kompletne flaki. Prawa strona samochodu siedzi na obreczach na ziemi. Dziewczyna sie budzi i nie reaguje. Jakby to byla normalka. Zza kierownicy wygramolil sie Valentine i podchodzi do nas. Oglada te kola chyba z 30-40 sekund. Potem sie do nas odwraca i tonem eksperta mowi "Dwa kola sa niedobre. Nie jedno. Dwa." Niewazne. Do terminalu jest moze 400 metrow. Wyciagamy plecaki. Placimy za takse i idziemy. Dziewucha leniwie macha reka "Bon voyage". Potem normalka. Check-in na Air France, oplata lotniskowa, pieczatki wyjazdowe, 6 godzin do Paryza, 7 do Toronto i powrot do normalnosci.
Ogolnie uwazam Kamerun za bardzo ciekawy kraj. Taka Afryka w pigulce. Mozna tu znalezc wszystko: troche Sahelu, dzungle, zielone wzgorza i plaze. Na Safari tez mozna sie wybrac. Dla mnie najciekawsza czescia byly dzungle poludniowego wschodu i pobyt w RSA. Zaraz potem najbardziej podobala mi sie muzulmanska polnoc.
Tak sobie czasami myslalem o tym co widze, co doswiadczam, czego sie ucze z tej podrozy i doszedlem do wniosku, ze tak na prawde bialy czlowiek nigdy nie zrozumie Afryki. Mysle, ze dzieli nas tak potworna przestrzen, ze na zawsze pozostaniemy obcy. Zastanawialem sie co moglbym wywiezc z Afryki. Nie chodzi o rzeczy materialne, ale o cos co mnie zafascynowalo, jakis element zycia, ktory chcialbym zaszczepic u siebie. Ale nie znalazlem nic. Po prostu nic. Jest to fascynujacy kontynent. Podrozowanie tu daje wiele satysfakcji, ale jestem tu tylko gosciem. Przyjade i wyjade. Mysle, ze Azja oferuje wiecej rzeczy, ktore zostaja w glebi czlowieka. Zielona herbata, ideologia Taozimu, wschodnie sztuki walki, akupunktura, medytacja. Mozna by jeszcze wymieniac. To udalo mi sie zaszczepic po powrocie do domu. Z Afryki nie wywiozlem nic. Bardzo chce jeszcze wrocic do Afryki, ale jak na razie to lista miejsc do ktorych najbardziej chcialbym pojechac to: Papua Nowa Gwinea, Bangladesz i Surinam.
To by bylo na tyle
Krzysiek
Comments