Robiłem niedawno porządki. Liny ładnie wyczyszczone i zwinięte. Namioty wysuszone i przejrzane. Śpiwory przewietrzone. Lato i jesień szybko minęły. Było mnóstwo rodzinnych wyjazdów. Raczej bliskich. Wiktorek zaznajamiał się z wodą, z lasem i z piaskiem. Mnie na tomiast udało się "wyskoczyć z chłopakami" parę razy.
W maju odbyliśmy standardową już wycieczkę do Kentucky do Red River George. Są tam setki tras wspinaczkowych. Nocuje się za pizzernią Miguela. Pole namiotowe jest odlotowe. Tablice rejestracyjne na parkingu są z praktycznie z każdego stanu ze wschodu. Rano około 7-mej słychać pierwsze hałasy. Potem każdy zabiera harnes, liny i jedzie tam co sobie dziś zaplanował. Dla wtajemniczonych: osioł znowu w nocy buszował.
Na początku października wsiadłem w samolot do Las Vegas, gdzie czekali już starzy znajomi mieszkający teraz w Vancouver: Sam, Julie, Chris i Mike. Po wysłuchaniu narzekań na Toronto i namawiania byśmy także się przenieśli do Vancouver zaczęła się właściwa część programu - Zion National Park. Odrzucając politykę na bok, muszę stwierdzić, że lubię Amerykę.
Moim zdaniem niewiele jest państw na świecie z taką gamą widoków. Nigdzie nie widziałem też tak super organizacji w parkach narodowych. Zion jest szczególnym miejscem.
Na myśl przychodzą westerny, pionierzy udający się na zachód, dzikie konie, itd. Lubię to miejsce.
Tym razem mieliśmy zagłębiać się w kaniony. Nie będę więcej pisał. Album umieściłem po lewej stronie.
Listopad był w tym roku wyjątkowo ciepły. W połowie miesiąca zdecydowaliśmy się z Pawłem pojechać ostatni raz na kajaki. Pogoda dopisała. W pierwszy dzień było wyjątkowo ciepło - około 10 stopni.
Na drugi dzień złapał nas mały sztorm, ale wyszliśmy z niego. Pojechaliśmy na Georgian Bay. Jest to ulubione miejsce Asi i moje. Jedno z najlepszych miejsc do kajakowania na świecie. Można płynąć tygodniami między małymi wysepkami, zagłębiając się w małe kanały, rzeki, itd. Czekamy teraz aż Wiktor będzie większy byśmy mogli tu przyjeżdzać częściej.
W maju odbyliśmy standardową już wycieczkę do Kentucky do Red River George. Są tam setki tras wspinaczkowych. Nocuje się za pizzernią Miguela. Pole namiotowe jest odlotowe. Tablice rejestracyjne na parkingu są z praktycznie z każdego stanu ze wschodu. Rano około 7-mej słychać pierwsze hałasy. Potem każdy zabiera harnes, liny i jedzie tam co sobie dziś zaplanował. Dla wtajemniczonych: osioł znowu w nocy buszował.
Na początku października wsiadłem w samolot do Las Vegas, gdzie czekali już starzy znajomi mieszkający teraz w Vancouver: Sam, Julie, Chris i Mike. Po wysłuchaniu narzekań na Toronto i namawiania byśmy także się przenieśli do Vancouver zaczęła się właściwa część programu - Zion National Park. Odrzucając politykę na bok, muszę stwierdzić, że lubię Amerykę.
Moim zdaniem niewiele jest państw na świecie z taką gamą widoków. Nigdzie nie widziałem też tak super organizacji w parkach narodowych. Zion jest szczególnym miejscem.
Na myśl przychodzą westerny, pionierzy udający się na zachód, dzikie konie, itd. Lubię to miejsce.
Tym razem mieliśmy zagłębiać się w kaniony. Nie będę więcej pisał. Album umieściłem po lewej stronie.
Listopad był w tym roku wyjątkowo ciepły. W połowie miesiąca zdecydowaliśmy się z Pawłem pojechać ostatni raz na kajaki. Pogoda dopisała. W pierwszy dzień było wyjątkowo ciepło - około 10 stopni.
Na drugi dzień złapał nas mały sztorm, ale wyszliśmy z niego. Pojechaliśmy na Georgian Bay. Jest to ulubione miejsce Asi i moje. Jedno z najlepszych miejsc do kajakowania na świecie. Można płynąć tygodniami między małymi wysepkami, zagłębiając się w małe kanały, rzeki, itd. Czekamy teraz aż Wiktor będzie większy byśmy mogli tu przyjeżdzać częściej.
Pozdrawiam Was noworocznie! No, nie bylam tutaj chwilke- a tyle sie znowoz dzialo. Zaraz obejrze zdjecia. Dobrego dnia!
Posted by: Julia | 07 January 2010 at 07:58 AM
No i zrobily sie kolejne swieta! Wszystkiego dobrego z okazji Wielkanocy! Bawcie sie dobrze. A jak tam synek? Pozdrawiam!
Posted by: Julia | 31 March 2010 at 09:55 PM